Ciekawostki o Henryku Sienkiewiczu

Moje idealne życie

Temat: EGM w sosie własnym

No to jak już do tego doszło, to zadam wam pytanie, które mnie dręczy bez mała od półwiecza. Więc tak:

Koniec I-go tomu Potopu. Kmicic i jego ludzie porywają księcia Bogusława. Biłous i Zawratyński chwytają Bogusława za ręce. Kmicic jedzie z tyłu i trąca księcia lufą krócicy miedzy łopatki. Tak to opisuje mistrz Henryk. No to rozpatrzmy sytuację.

Boguś siedzi na koniu. Pan Andrzej jedzie za nim. Konie, jak samochody, muszą przecie zachować jaką taką odległość pomiędzy ogonem jednego, a chrapami drugiego. Pytanie: JAK DŁUGĄ RĘKĘ MUSIAŁ MIEĆ KMICIC, ŻEBY PONAD KARKIEM SWOJEGO KONIA I ZADEM KONIKA KSIĘCIA BOGUSŁAWA TRĄCIĆ RADZIWIŁŁA LUFĄ KRÓCICY W PLECY? :D

Czy ktoś ze Szlachetnych Opryszków może podać podobny przykład potknięcia jakiegoś mistrza? Chodzi mi o anachronizmy, niekonsekwencje i tym podobne ciekawostki...


Wedle moich obliczen reka Kmicica miala ok. 1,6 metra. Zaem albo mial ci on ok. 3 metrow wzrostu, albo chodzil powloczac rekami po ziemi jak nie przymierzajac orangutan...


Daleko nie siegajac, bo nadal do Trylogii, to pan Wolodyjowski wzniosl do ciecia szable ale cial juz rapierem. To fechmistrz!
W czasie ciecia bron zmienic...

A skoro o cieciu mowa, to Skrzetuski cial koncerzem Tuhaj-beja bodaj przez leb, co ten ledwo przezyl. Zaiste byl Skrzetuski mocarzem, skoro zdolal CIAC kogos bronia ewidentnie SIECZNA, jako ze koncerz to tak naprawde byl czyms na ksztalt rozna (!), ktorym husarz wroga KLUL, do ciecia to mial szable. Sienkiewicz byl na tyle sugestywny, ze wmowil to nawet Sapkowskiemu,u ktorego tez ktos tam (bodaj czy nie ktorych ze smokobojcow, poharatanuch potem przez Zlotego) cial koncerzem, czy chcial ciac, bo smok byl szybszy...
Źródło: forum.cdaction.pl/index.php?showtopic=24185



Temat: Zgłoszenie stadionów
Byli zawodnicy, to teraz stadiony. A co, klimat musi być Zanim puchar się na dobre rozpocznie, będzie już bardzo fajnie
Tak więc, podobnie jak poprzednio, kto tylko ma ochotę, niech napisze coś o swoim stadionie...

Jurand Szczytno Arena
To kameralny, dwudziestotysięcznik mieszczący się w pobliżu ruin zamku szczycieńskiego i posągu Henryka Sienkiewicza - a więc legendarnego miejsca, do którego przybył Jurand, aby ratować swą córkę Danusię, porwaną przez Krzyżaków. Trwają prace nad nową nazwą obiektu, w sztabie specjalistów od marketingu powstały już takie propozycje jak "Pola grunwaldzkie" czy "Arena zamkowa" - prawdopodobnie przy kolejnej rozbudowie stadionu, zostanie też przechrzczony.

Fakty:
Wybudowany: 12 czerwca 2005 roku,
Ostatnio zmodernizowany: 31 grudnia 2005 roku,
Obecna pojemność: 20 000 miejsc, w tym:
- stojących: 12 600,
- siedzących: 5 000,
- siedzących na trybunie krytej: 2 000,
- siedzących w loży dla VIP-ów: 400.

Ciekawostki:
1.) Pierwszy mecz na Jurand Szczytno Arena został rozegrany w dniu jego oddania do użytku (będącej jednocześnie datą powstania klubu), czyli 12.06.2005 r. Przeciwnikiem był wówczas klub Zorza Kowala, który uległ Rycerzom aż 6:0! Co ciekawe, Jurand grał wtedy w wyjątkowo nietypowym dla siebie ustawieniu - bardzo ofensywnym 3-5-2.
2.) Pierwszy mecz o punkty, który Rycerze przegrali przed własną publicznością odbył się 26.10.2005 r. Jurand uległ wówczas klubowi KS Kineskopy 1:2, przegrywając swój drugi ligowy mecz w całej historii, po ponad 4 miesiącach od powstania drużyny!
3.) Pierwszy zremisowany mecz o punkty na własnym stadionie odbył się 08.01.2006 r. i był pierwszym rozegranym na powiększonym obiekcie. Od tego czasu na Jurand Szczytno Arena nie było nigdy podziału punktów.
Źródło: ligaszczytna.fora.pl/a/a,253.html


Temat: Tadeusz Wiwatowski "Olszyna"
Jakiś czas temu, w połowie kwietnia, pisałem trochę na temat tego, co zostało po T. Wiwatowskim. To co wówczas podałem, to jedynie część z całego dorobku "Olszyny", z którym możemy mieć dzisiaj do czynienia w ten czy inny sposób. Archiwum Elizy Orzeszkowej to jedna z tych rzeczy. Przed wojną opiekowały się nim cztery osoby: Aureli Drogoszewski, Jadwiga Holenderska, Leon Brunon Świderski (bliski przyjaciel Tadeusza Wiwatowskiego) oraz Julian Krzyżanowski. Pierwsza trójka zmarła w trakcie wojny. Aureli Drogoszewski umarł w '43, Jadwiga Holenderska wraz z rodziną została zamordowana, a Leon Brunon Świderski został wywieziony do Oświęcimia, gdzie zmarł. Krótko po tym, jak trafił do obozu, archiwum przeszło pod opiekę jego żony oraz "Olszyny" (przeniesiono je z Jasnej na Złotą). W końcu wiadomość o śmierci Świderskiego dotarła do Warszawy. Odprawiono nabożeństwo za duszę zmarłego. Jednak do wdowy zgłosił się ktoś, kto twierdził, iż mąż jej został wywieziony w głąb Rosji, gdzie pracuje jako robotnik. Aby przeżył, musi płacić odpowiednie sumy, za które będzie można go uratować. Kobieta zaciągnęła pożyczkę w banku. Żyrowali ją prof. Krzyżanowski oraz T. Wiwatowski. Z czasem to oni musieli ją spłacić. Odnosili wrażenie, że kobieta nie jest z nimi szczera. W końcu do antykwariatu Gebethnera i Wolffa trafiła biblioteczka po Świderskim. Krzyżanowski i Wiwatowski zrozumieli, że kobieta może być szantażowana. Postanowili ratować archiwum Orzeszkowej. Zajął się tym "Olszyna". Siłą zabrał zbiory ze Złotej i przewiózł do mieszkania profesora na Brzozowej (gdzie przechowywana była już m.in. biblioteka po Leonie Piwińskim), skąd po jakimś czasie trafiła na Żabią do Biblioteki Zamojskich (to również w sporej części zasługa "Olszyny", który odpowiadał za transport). Po wojnie zajmowały się nimi osoby takie jak Zofia Świdwińska, studentka w czasie wojny, oraz Edmund Jankowski, znajomy prof. Krzyżanowskiego i T. Wiwatowskiego. Trafiłem ostatnio też na informacje, że "Olszyna" jest odpowiedzialny również za uratowanie części zbiorów po Henryku Sienkiewiczu (którego twórczością też się trochę zajmował, choć to zapewne na marginesie tego, co autor "Trylogii" mówił o Wyspiańskim, jednym z ulubionych "tematów" badawczych młodego oficera AK), ale zanim tutaj coś więcej napiszę muszę jeszcze pogrzebać.

A teraz w ramach ciekawostki. Otóż jak się okazuje Korbutianum było faktycznie wykorzystywane jako sala wykładowa przez Tadeusza Wiwatowskiego. Jednak nie tylko do celów naukowych przydawała się d-cy OD "A" (choć wówczas pełnił jeszcze funkcję z-cy "Andrzeja" w oddziale). Pewnego wieczora prof. Krzyżanowski spotkał w Korbutianum grupkę młodych ludzi, których nie znał. Nie byli to studenci, ale żołnierze "Olszyny", który zamelinował ich w Korbutianum. Oto jak potrafił łączyć możliwości konspiratora z potrzebami naukowca i miłośnika kultury polskiej oraz możliwości wykładowcy akademickiego z potrzebami konspiracji.

Dla zainteresowanych spuścizną naukową Tadeusza Wiwatowskiego polecam zajrzeć do:

Starnawski J., Tadeusz Wiwatowski [w:] Słownik badaczy literatury polskiej. T. 5, red. Starnawski J., Łódź 2002, s. 340-342.

Autor zebrał znane mu artykuły i referaty "Olszyny". Za dużo tego nie ma, ale zawsze coś.
Źródło: historia.org.pl/forum/index.php?showtopic=8527


Powered by WordPress, © Moje idealne życie